17 listopada 2018
XXIV Niedziela Zwykła Rok C PDF Drukuj Email
Wpisany przez ks. Jakub   

AUTOR: ks. dr Marek Jawor - biblista

 

XXIV Niedziela Zwykła Rok C – Łk 15,1-32 – 15.09.2013

 

Nie tylko uczciwych ludzi Jezus fascynował swoją osobowością i nauką. Także ci, których życie nie stanowiło świetlanego wzoru do naśladowania odczuwali niejednokrotnie nieodpartą chęć i potrzebę spotkania z Synem Bożym. Dzięki temu powstały jedne z najpiękniejszych przypowieści Nowego Testamentu: przypowieści o Bożym Miłosierdziu. Najbardziej znaną z nich jest dzisiejsza przypowieść o Miłosiernym Ojcu i dwóch synach.

Św. Łukasz rozpoczyna ją od stwierdzenia, że do Jezusa nagle zaczęli garnąć się niezwyczajni ludzie – esan de auto eggidzontes. To nie pierwszy raz (np. Łk 5,17; 14,1), kiedy Ewangelista posługuje się konstrukcją gramatyczną „byli” (gr. esan) plus imiesłów jakiegoś czasownika – tutaj: eggidzontes czyli „zbliżający się”. Przy pomocy tego schematu  natchniony pisarz zaznacza dwie sprawy. Po pierwsze podkreśla niezwykłość tego, co prezentuje. Po drugie jest to stwierdzenie pewnego rozciągniętego w czasie procesu. Czynność „zbliżania się” do Jezusa (gr. de auto) nie była faktem jednorazowym; św. Łukasz dokonuje swoistego ich resume.

 

 

 

Różne formy greckiego czasownika eggidzo („zbliżać się, garnąć) pojawiają się osiemnaście razy w Ewangelii wg św. Łukasza począwszy od siódmego rozdziału – Łk 7,12; 10,9.11; 12,33; 15,1.25; 18,35.40; 19,29.37.41; 21,8.20.28; 22,1.47; 24,15.28. Tylko trzy razy (Łk 15,1; 18,40; 22,47) Ewangelista pisze, że ktoś przybliża się do Jezusa. Są to niewidomy spod Jerycha, Judasz i podmiot zbiorowy z Łk 15,1. „Przybliżenie się” do Jezusa konotuje nie tylko postawę fizycznego skrócenia dystansu pomiędzy Jezusem i Jego rozmówcą. Jest to równocześnie stwierdzenie istnienia pomiędzy Zbawicielem, a „przybliżającym się” pewnej więzi; ukrytego pragnienia bycia blisko Jezusa. Motywacja tej bliskości może być niekoniecznie pozytywna, o czym zaświadcza casus Judasza. Tym niemniej w Łk 15,1 już na samym początku św. Łukasz informuje nas, że pewna grupa ludzi cechowała się wyjątkową umiejętnością przełamywania barier i schematów: ot tak sobie lubili garnąć się do Osoby Mistrza z Nazaretu. A któż się to ważył na takie zażyłości?

Nie ma co ukrywać, że podmiot tego „przybliżania się” do Jezusa jest szokujący. Nie tylko, że są nim celnicy i grzesznicy, ale oni wszyscy (!) – gr. pantes toi telonai kai hoi hamartoloi. Skład tego podmiotu „zbliżania się” jest iście wybuchowy. Brak tu szanowanych i nieskazitelnych moralnie (o ile tacy istnieją!) obywateli; pojawiają się za to podatkowi oprawcy – celnicy (hoi telonoi) i notoryczni „miłośnicy” przekraczania Bożego prawa czyli grzesznicy (gr. hoi hamartoloi). Toż to Jezus musiał się czuć komfortowo w tym doborowym towarzystwie! A jeszcze zachciało się im zbliżać do Jezusa! Ależ zachcianki. A jednak nie tzw. porządni obywatele, ale swoisty margines moralny pragnął być blisko Jezusa! Trochę to szokujące. Przy tym wcale nie była to wyłącznie biedota! Celnikom kasy raczej nigdy nie brakowało i do tego wszyscy, jak jeden mąż podążali ku Jezusowi. Żeby było ciekawiej powodowała celnikami i grzesznikami wcale nie chęć doświadczenia jakiegoś nadzwyczajnego znaku, ale zwykła, aż zastanawiająco w tym kontekście, potrzeba słuchania Nauczyciela (gr. akouein autou). Skazani na społeczny ostracyzm grupa zawodowa kolaborujących z rzymskim okupantem celników i wszelkiej maści moralnie zapuszczeni osobnicy stanowili zatem swoiste audytorium przypowieści, jakie za moment padną z ust Syna Bożego; ta fascynująca publika stała się godna słuchać i być adresatem niezwykłych prawd Bożych. Celnicy i grzesznicy otrzymali zatem wyjątkowy przywilej wysłuchania przypowieści o Miłości objawionej w Miłosierdziu.

Paradoksalnie nie wiem czy współczuć czy zazdrościć celnikom i grzesznikom. Uważani za podłych (celnicy) bądź niegodnych (grzesznicy) znaleźli się bardzo blisko Jezusa. Znaleźli u Niego to, czego poskąpili im inni ludzie: nadzieję na czyste życie. Oczywiście Zbawiciel nie pochwalił czynów grzesznych, lecz wlał nadzieję ich serca. Słuchali go chciwie i chłonęli każde słowo.

Wszyscy jesteśmy adresatami przypowieści o Bożym Miłosierdziu, bo w sumie w każdym z nas zawsze jest coś i z celnika i z grzesznika. Łakniemy Tego Miłosierdzia i korzystamy z Niego w tajemnicy Sakramentu Pojednania i Pokuty. Spotykamy w Nim Miłosiernego Ojca, który zawsze pozwala nam wejść na nowo na drogę miłości i życia wiecznego. I jak tu nie wychwalać Tego Wielkiego Daru! To obowiązek i zaszczyt. Wdzięczność za kolejną szansę. Choćby to było milionowy raz w życiu. Miłosierdzie Boże wychwalać będę na wieki!

 
foto019.jpg
Aktualnie On-line
Naszą witrynę przegląda teraz 31 gości