14 listopada 2018
XXV Niedziela Zwykła rok B PDF Drukuj Email
Wpisany przez ks. Jakub   

AUTOR: ks. dr Marek Jawor - biblistaalt

XXV Niedziela Zwykła Rok B – Mk 9,30-37 – 20.09.2015

Życie ludzkie naznaczone jest odchodzeniem. Odchodzimy do swoich zajęć. Odchodzimy do innej miejscowości. Odchodzimy ostatecznie na drugą stronę życia. Odchodząc pragniemy zabrać ze sobą cząstkę tego, co minęło bezpowrotnie. Odchodząc ogarniamy wzrokiem krainę bliską naszemu sercu. Odchodząc ronimy ostatnie łzy. Odchodzimy, bo taka jest nasza dola. Zapieczętowany adres w kopercie życia wyznacza nam kolejny etap odchodzenia. Jezus również musiał odejść.

Wspomnień czar musiał ogarnąć Jezusa, kiedy po raz ostatni wędrował po galilejskiej ziemi udając się ku swemu ostatecznemu przeznaczeniu w Jerozolimie. Św. Marek zaznacza w Mk 9,30 fakt definitywnego odejścia Mieszkańca Nazaretu ze stron rodzinnych poprzez bardzo rzadki przysłówek grecki kakeithen czyli „stamtąd”, który nigdzie więcej nie pojawia się w Drugiej Ewangelii. Posługuje się nim za to dosyć często św. Łukasz, zwłaszcza w Dziejach Apostolskich (np. Dz 7,4; 13,21; 28,15). Kakeithen to nie tylko idea prostego opuszczenia jakiegoś miejsca. Za słowem ukryta jest nostalgia i tęsknota za sprawami i wydarzeniami związanymi z „tym miejscem”. Galilea była dla Syna Bożego terenem wyjątkowym, który musiał opuścić już bezpowrotnie. A rozstania zawsze są trudne.

Dziwny jednak był to przemarsz. Jezus pragnął pozostać niezauważony i niepostrzeżenie przewędrować ukochane rodzinne strony. Wędrówkę opisuje grecki czasownik paraporeuomai („przechodzić przez, przemaszerować”). Oprócz Mk 9,30 pojawia się on jeszcze trzy razy w Mk 2,23; 11,20; 15,29. Jak klaruje ostatnie pojawienie się czasownika w scenie pod krzyżem, zawiera on w sobie ideę drogi w konkretnym celu. Tym ostatecznym zadaniem, ku któremu zmierza Zbawiciel jest męka, śmierć i zmartwychwstanie w Świętym Mieście. Przejście przez Galileę opisane w Mk 9,30 jest definitywnym pożegnaniem się z małą ojczyzną i ze wszystkim, co z nią było związane. Od tej pory droga prowadzi wyłącznie ku Jerozolimie, już bez żadnych aberracji.

Ewangelista zaznacza, iż podróż przez Galileę z woli Jezusa odbywała się w tajemnicy. Możemy się tylko domyślać, jakie motywy stały za taką decyzją Syna Nazaretu. Czy był już zmęczony niewiarą swoich krajan, a może przygotowywał się już do wydarzeń, które miały niedługo nastąpić? A może jeszcze co innego? Pozostaje faktem, iż nie chciał (gr. ouk ēthelen), aby ludzie wiedzieli o Jego i apostołów wędrówce (gr. hina tis gnoi). Wyrażenie „nie chciał” (gr. ouk ēthelen) posiada znaczenie kategoryczne. Czasownik „chcieć” (gr. thelein)  często pojawia się w Ewangelii wg św. Marka w odniesieniu do różnych postaci biblijnych. Jako termin expressis verbis odnoszący się do woli Zbawiciela odnajdujemy go sześć razy w Drugiej Ewangelii w Mk 1,41; 3,13; 6,48; 7,24; 9,30; 14,36. Interesujące, że pierwsze trzy razy pojawia się on w stwierdzeniu pozytywnej woli Jezusa – „On chce”, natomiast trzy następne użycia dotyczą negatywnego wymiaru woli Zbawiciela – „On nie chce”. W każdym z tych punktów autor natchniony wyraźnie daje do zrozumienia, iż za pewnymi faktami stoi wyraźna decyzja Syna Bożego o zbawczym charakterze, pozytywnym lub negatywnym. Mieszkańcy Galilei nie mogli zatem towarzyszyć Jezusowi w Jego pożegnalnej pielgrzymce przez rodzinne strony, gdyż taka była Jego wola.

Jezus, gdyż był jednocześnie Bogiem i Człowiekiem, mógł decydować całkowicie o swoim życiu. Nam nie jest to dane. Wierzący musi zaufać Bożym decyzjom prowadzącym go przez życie. Nie jest to jednak proste. Nie zawsze jesteśmy w stanie zrozumieć Boże drogi. Nie wszystko, czego pragniemy jest jednocześnie zgodne z Bożą wolą. Rozejście się oczekiwań człowieka i Bożych postanowień rodzi różnego rodzaju postawy. Można się buntować, można się otwarcie sprzeciwić, a można również przyjąć drogi, którymi prowadzi nas Opatrzność. Jedna prawda musi nam w tym wszystkim towarzyszyć. Podobnie jak życie Jezusa nakierowane było na wypełnienie się Bożego planu zbawienia ludzi, podobnie życie chrześcijanina ukierunkowane jest na osiągnięcie zasadniczego celu, jakiemu podporządkowana jest egzystencja katolika. Tym celem jest oczywiście osiągnięcie życia wiecznego w niebie. Ścieżki życiowe, po których jesteśmy prowadzeni mają o tyle wartość, o ile rzeczywiście prowadzą nas ku ostatecznemu przeznaczeniu. Nie można tkwić całe życie w czarującej Galilei! Nie można całe życie być oseskiem Bożym! Dojrzałość wiary zakłada umiejętność zmierzenia się ze swoim ostatecznym przeznaczeniem. Na wzór Jezusa.

 
foto088.jpg
Aktualnie On-line
Naszą witrynę przegląda teraz 137 gości