15 listopada 2018
XXIX Niedziela Zwykła rok B PDF Drukuj Email
Wpisany przez ks. Jakub   

AUTOR: ks. dr Marek Jawor - biblistaalt

XXIX Niedziela Zwykła Rok B – Mk 10,35-45 – 18.10.2015

Sytuacja opisywana przez autora natchnionego w perykopie Mk 10,35-45 jest niezwykła. Zaznacza on ten fakt na różne sposoby. Po pierwsze używa w Mk 10,35 w odniesieniu do Jana i Jakuba, bohaterów urywka, czasownikaprosporeuomai („zbliżyć się”), który pojawia się jedynie w tej scenie nie tylko w Ewangelii wg św. Marka, ale w całym Nowym Testamencie. Znane natomiast są różne formy tego wyrazu z Septuaginty. Interesujące, że słowo pojawia się na przykład w Księdze Wyjścia (36,2 LXX) w tekście mówiącym o przyjściu do pracy nad przybytkiem Pańskim różnych mężczyzn biegłych w rzemiośle. Użycie tego wyrazu w odniesieniu do dwóch braci Zabedeuszowych jest podkreśleniem, iż mamy do czynienia z dwoma świetnie wyszkolonymi rzemieślnikami, biegłymi w swoim zawodzie, którzy znają się znakomicie na swojej pracy i znają swoją wartość jako wykwalifikowani pracownicy! Jakub i Jan nie są marnej jakości tanią siłą roboczą, ale świadomymi swoich umiejętności zawodowych specjalistami. Ponadto tekst Wj 36,2 mówi, iż ludzie sami z siebie pragnęli pracować nad przybytkiem Pańskim. Także i nasi protagoniści nie byli zatem typem karierowicza czy dorobkiewicza, ale szczerze, z serca szli za Jezusem pragnąc budować królestwo Boże przy pomocy znanych sobie metod.

Podmiotem tego niezwykłego czasownika są zatem Jan i Jakub, synowie Zebedeusza (gr. Iakōbos kai Iōannēs hoi huioi Zebedaiou). Dla św. Marka, jak również początków Kościoła, to postaci o istotnym znaczeniu. Stąd Ewangelista poświęca im sporo miejsca w Dziele. Przedstawia moment ich powołania (Mk 1,19-20), wspomina, że sam Mistrz nadał im przydomek „synowie gromu” (Mk 3,17), wreszcie scena, którą obecnie rozważamy (Mk 10,35-45). Nie tylko zaliczają się do grona Dwunastu, ale są również w pewien sposób faworyzowani przez Jezusa. Jeszcze wyraźniej ich znaczenie jest widoczne, kiedy razem z Piotrem tworzą trójcę uczniów dopuszczaną przez Zbawiciela do wyjątkowej z Nim zażyłości (por. Mk 9,2; 14,33). Tym razem jednak mamy do czynienia w sytuacją wyjątkową, gdyż inicjatywa wychodzi jedynie od nich. Ewangelista w Mk 10,35 nie tylko podaje ich imiona, ale dodaje imię ich ojca Zebedeusza. Ta pozornie niekonieczna wzmianka posiada istotne znaczenie. Uświadamia, iż mamy do czynienia z osobami, które łączą więzy krwi i są one mocne! Jan i Jakub są nie tylko apostołami, ale, z punktu widzenia tego wydarzenia, zasadnicze znaczenie dla interpretacji ich zachowania posiada fakt ich bliskiego pokrewieństwa, które w sposób wyraźny rzutuje na to, co mówią i o co proszą. Działanie braterskie jest dla nich sprawą oczywistą i nie podlegającą żadnej dyskusji. Wspólna praca i łączące ich więzy rodzinne weszły głęboko w strukturę ich myślenia i działania, tak, że nawet w relacji do Jezusa tworzą jeden front.

Zwracają się do Jezusa z niezwykłą petycją. Rozpoczynają ją od wołacza „Nauczycielu” (gr. didaskale). Różne formy rzeczownika didaskalos („nauczyciel”) pojawiają się dwanaście razy w Ewangelii wg św. Marka (Mk 4,38; 5,35; 9,17.38; 10.17.20.35; 12,14.19.32; 13,1; 14,14), tylko w odniesieniu do Jezusa! Dla Dwunastki stanowi autentyczny wzór i przykład do naśladowania. Nie jest Nauczycielem jedynie poprzez nauczanie, ale uczy ich poprzez przykład i wprowadzanie w życie, tego, czego naucza. Psychologicznie należy zauważyć, jaką estymą musiało darzyć Jezusa dwóch pewnych siebie silnych mężczyzn, tak, że tytułowali Go zaszczytnym mianem Didaskalos. Swoją prośbę wyrażają dość dobitnie przy pomocy słowa „chcemy” (gr. thelomen), które podkreśla zespołowość ich działania, jak również świadomość własnego znaczenia wynikającego z kwalifikacji zawodowych. Z punktu widzenia savoir vivre, można nawet powiedzieć o pewnej toporności i obcesowości ich prośby. No ale twardziele tak mają! Z pewnością Jakub i Jan wiedzieli jednak, co chcą osiągnąć.

Odczuwam nieskrywaną sympatię do owych macho biblijnych! Plany życiowe mieli precyzyjnie skomponowane i podporządkowane nadrzędnemu celowi. Fakt. Przesadzili w wymaganiach, ale szczerze ich pragnęli. Nie bali się powiedzieć, czego naprawdę chcą. Mieli autentyczną odwagę nazwać wewnętrzne pragnienia, te najbardziej skryte, po imieniu. Nie powiem na nich żadnego marnego słowa. Bez udawania i bez krygowania naświetlili Jezusowi swoje oczekiwania. A jakaż wiara za tym stoi! Toteż i Syn Boży wprost nie odrzucił ich żądania. Uświadomił im tylko, i aż, właściwą optykę ich petycji.

Synowie Zebedeusza wiedzieli czego pragną od Jezusa. A my czego pragniemy od Zbawiciela? Świętego spokoju? Stabilizacji materialnej? W takim przypadku należy poszukać sobie innej przystani życiowej. A może szczerze. Czy w ogóle jeszcze czegokolwiek poza dobrobytem życzysz sobie od Jezusa? Marzy Ci się życie wieczne z Nim? Czy tylko pełzasz po ziemskim padole?

 
foto089.jpg
Aktualnie On-line
Naszą witrynę przegląda teraz 53 gości